Bo żeby latać trzeba mieć jaja!

1254935948_how_to_be_a_pilot

Przyszedł nowy rok, przyszły zmiany.
Podsumowując ostatnio, na chłodno, stary rok, doszedłem do wniosku, że właściwie zrealizowałem to co chciałem.
Jednak jako, że jestem osobą, która lubi zmiany, życie w ruchu i lekkie zamieszanie dookoła nie mogłem pozostać w miejscu.
Bardzo dużą część zeszłego roku poświęciłem szkole, maturze i przyszłej uczelni.
Teraz to już przeszła uczelnia!
Tak, stwierdziłem, że wojskowe zasady, odległość i związany z tym czas jaki poświęcałem na dojazdy to zbyt wiele.

Jest kilka głównych powodów mojej rezygnacji. Gdyby ktoś planował pójście na tę uczelnię, może da mu to coś do myślenia.

– Dojazdy.
Nie odpowiadało mi życie w akademiku i konieczność rezygnacji ze znajomości w Warszawie (wbrew pozorom, nie da się wszystkiego załatwić piątkowym piwkiem). Mając dziewczynę i więcej niż dwóch znajomych ciężko jest to wszystko utrzymać żeby wyglądało jak przed studiami.
– Uczelnia.
Uczelnia jest techniczna. Ja nie jestem umysłem typowo ścisłym, myślałem, że jakoś uda mi się nadrobić braki i dzięki ciężkiej pracy dam sobie radę. Jednak po podliczeniu korepetycji, pieniędzy i czasu jaki na to poświęciłem, okazało się to wysoko nieopłacalne.
– Studia.
Niestety, żeby mieć czas na zbudowanie odpowiedniego nalotu, który dawałby szansę dostania się na kurs (do fATPLa), trzeba przeczekać jeden rok. Dlaczego? W praktyce wygląda to tak, że szczęśliwcy, którzy dostali się na wstępną specjalizację pilotaż zawalają jeden z przedmiotów i czekając rok idą do pracy i/lub budują nalot. W trakcie pierwszego półrocza mają całkowicie wolne, w następnym muszą chodzić tylko na niezaliczony przedmiot. Zawsze trafi się jakaś 10 osób, co najmniej, które mają ponad 100h nalotu.
– Szkolenie lotnicze.
Kiedy przyszedłem do tej szkoły, wszystko wydawało się piękne. Tak zostało przedstawione, IR, ME, CPL, nalot, wszystko! Byleby mieć PPLkę i nalot. Jednak jakiś czas temu poszła plotka, która wstrząsnęła sercami wszystkich lotów i nielotów z pierwszego, drugiego a nawet trzeciego roku.
Podobno uczelnia nie robi IRa i MEPla! Coś w tym może być bo Seneca, która stoi w Dęblinie jest pozbawiona silników. Wiem to z dość wiarygodnego źródła, od właściciela samolotu. Uczy w ośrodku, w którym robię PPLkę. A jak wiemy chociażby z tabelki, którą zamieściłem w pierwszym wpisie, nie możemy zrobić więc niż 35 i 15 godzin na symulatorze. Tak więc wychodzi na to, że WSOSP daje nam tylko nalot. Jak naprawdę będzie zobaczymy.

– Nabór na szkolenie.
Jak napisałem we wcześniejszym punkcie, na roku będzie chociaż 10 osób mogących się pochwalić całkiem zacnym nalotem. Do tego dochodzi nam kilka lub kilkanaście (w roku 2013/2014 będzie to około 30…) indywiduów z rocznika wyższego. Miejsc na szkoleniu, od tego roku (2012/2013) jest 16.
Pod uwagę brane jest doświadczenie lotnicze (bez PPLki nawet nie ma co próbować), wyniki w  nauce oraz predyspozycje zdrowotne. Teoretycznie najpierw powinny być brane pod uwagę oceny wpisane do indeksu, praktycznie patrzą (komisja) na nalot i dostają się osoby z naprawdę kiepskimi wynikami.

Jak widać, niestety istnieje duże ryzyko odrzucenia naszej osoby ze specjalizacji…

Mając to wszystko na uwadze, rozpisując sobie wady i zalety studiów w Dęblinie a także dojścia do licencji we własnym zakresie uznałem, że druga opcja jest ciekawsza, zabawniejsza, bardziej barwna i obfitująca w przygody a także pewniejsza.



Czy rzuciłem studia całkowicie?
Naturalnie nie! Czytałem ostatnio dość ciekawy artykuł o tym jak wyglądają studia w Polsce i w innych krajach.
Autor tekstu poczynił kilka słusznych spostrzeżeń ale jedno było wyjątkowo trafne.
W Polsce ludzie nie idą na studia aby podnieść swoje kwalifikacje, idą żeby dostać papierek oraz trzy literki przed nazwiskiem.
To niestety prawda…
Widzę to sam po sobie. Studia jakie wybrałem będą dla mnie lekkie i przyjemne, nie utrudniające życia. Zarządzanie projektami.
Po pierwsze trochę się już tym zajmowałem, po drugie przeczytałem sporo książek na ten temat i w końcu po trzecie, naprawdę to lubię.
Studiował będę zaocznie żeby mieć na wszystko czas, poza tym, jeśli robi się studia tylko dla papieru, tryb nie ma znaczenia.

 
ppl

No dobrze ale skąd pieniądze na licencję?
Oczywiście z pracy, tutaj mam kilka możliwości. Od barmana, przez koordynację projektów, statystowanie i granie w filmach/serialach po Cabin Crew. Wszystkie te zajęcia wydają mi się równie atrakcyjne i ciekawe.
Wybrałem to ostatnie. O pierwszej rekrutacji napiszę nie długo, teraz czekam na pierwsze wyniki więc trzymajcie kciuki!

A co poza tym?
Skończenie kursu do PPLa, egzamin, skończeniu kursu do NVFR, egzamin. Myślę, że na razie te trzy rzeczy (wybór studiów, zrobienie licencji i dodatku, praca) wystarczą.

CC

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s