Miesiąc: Kwiecień 2013

Pięciotygodniowa ucieczka do świata koron

Udało się, mam chwilę czasu więc w końcu napiszę co robię w Pradze.

Jak wiecie udało mi się dostać do linii Travel Service, na stanowisko flight attendant.
W lotnictwie tak już jest, że bez milion godzin szkoleń ciężko jest gdziekolwiek pracować.
Stąd też mój wyjazd na szkolenie do Pragi. Odbywa się ono od 18.03 do 21.04.
W trakcie szkolenia spędzimy (ja i moi koledzy) wiele godzin w ławce, kilka w samolocie, kilka w basenie i przejdziemy przez tydzień egzaminów.



Ale od początku.

17.03 wracam z poprzedniego wyjazdu o godzinie 14:00, zostawiam jedną walizkę, zabieram drugą, którą trzeba już nazwać WALIZĄ i pakuję ją do samochodu.

Do tego mam jeszcze maksymalnie wypchany plecak, który waży niewiele mniej.

O 18:10 ruszam polskim busem w kierunku Pragi. Dobrej reklamy tej firmie nie mogę zrobić… 

To znaczy tak, autokar jak autokar, małe miejsca, dość ciasno, norma.
Do Wrocławia dojeżdżamy trochę po północy, w każdym razie już śpię.
Puknięciem w czoło budzi mnie koleżanka Siema Szymon! 
Zaspany, powyginany i oślepiony przez światło rzucam krótkie cześć i idę spać dalej.
Nie ma co za dużo pisać o krajobrazach za oknem (śpię, jest ciemno, nic nie widziałem).
Planowo, na miejscu mamy być o 6:10, jesteśmy bliżej 7 niż 6.
Z kolegą idziemy do metra i każdy rusza do swojego hostelu.
20130404-093519.jpg

Warunki nie powalają ale co tam, to nie na zawsze.
W firmie mamy się stawić o godzinie 10:00 więc nie opłaca się spać, urządzam sobie pokój.

Spotykamy się wszyscy w siedzibie, która jest oddalona od mojego hostelu o 1 przystanek autobusowy lub, jeśli ktoś preferuje, 15-20 minut spacerem.

Siadamy w klasie i zostajemy zasypani papierami.
Umowa składa się z 5 kopii, 2 po polski i 3 po angielsku. Dostajemy grafik szkolenia i 4 czy 5 książek, których będziemy używali podczas szkolenia i w pracy.

O 13:00 jesteśmy wolni. Umawiamy się w kilka osób na wyjście na miasto.
Idziemy jeszcze na pocztę, musimy dostać z czeskiego sądu wypis o niekaralności.

Ruszamy do centrum.

Niedaleko mostu Karola jest świetna knajpka. Spędzamy tam trochę czasu, w trakcie zaczyna padać deszcz ze śniegiem, trudno, trzeba wziąć jeszcze jedno piwo. 
Zwiedzamy miasto i około 21:00 jesteśmy w hostelu.
Następnego dnia zaczynamy zajęcia o 08:00. 
W perspektywie mamy 9 godzin w ławce (w ciągu dnia mamy godzinną przerwę).



Pierwsze zajęcia
Zaczynamy od OM+SOP, rozwijając skróty Operating Manual + Standard Operation Procedures.
Mogło być nudniej, nie jest źle! Nasza instruktorka lata od 11 lat jako Cabin Crew więc opowiada trochę o dziwnych przypadkach na pokładzie i ogólnie wprowadza nas w tajniki pracy.

Przerwę spędzamy w ulubionym miejscu wielu wygłodniałych turystów, McDonaldzie.

Od 13:00 mamy w planie Aviation Regulation (w uproszczeniu, prawo lotnicze), dla mnie to trochę powtórka z kursu PPL(a) ale tutaj dochodzi więcej wiadomości z prawa międzynarodowego oraz czeskiego. Zakres materiału wydaje się spory ale wiedzieć musimy tylko około 10% przekazywanych nam informacji (przynajmniej na egzaminie).

Instruktorką okazuje się stewardessa, z którą miałem rozmowę rekrutacyjną.

Przedmiot nie jest zachwycający ale jakoś do 16:30 przetrwaliśmy i ruszamy do siebie.





Kolejne dni mijają podobnie
20130404-092628.jpg

W pierwszym tygodniu mamy głównie OM+SOP i Aviation Regulation.

Podczas zajęć przydaje się dobra znajomość angielskiego bo zajęcia są prowadzone tylko w tym języku. Możemy jeszcze liczyć na czeski, raczej czytany niż mówiony (mówią tak szybko, że równie dobrze może to być suahili). Pod koniec tygodnia dochodzą nam zajęcia General Knowledge, które prowadzi sympatyczny steward. On, w przeciwieństwie do koleżanek, nie czyta tekstu ze slajdów swojej prezentacji. Dużo opowiada, rysuje, slajdy składają się głównie z grafik i zdjęć. 
Te zajęcia podobają się wszystkim najbardziej, chociaż jednocześnie tutaj jest najwięcej nowych rzeczy. Podstawowa budowa samolotu, działanie silników, podstawy systemów pokładowych.

Dla ludzi , którzy nigdy nie interesowali się lotnictwem to zupełnie nowe rzeczy.

Z Polski, osób, które mają styczność z lotnictwem i coś wiedzą, jest nas dwóch.

Kolega pracował w handlingu (obsługa naziemna).
Kilka osób latało wcześniej ale na swoich kursach nie mieli takich zajęć jak budowa samolotu itp.
Staramy się tłumaczyć jeśli ktoś czegoś nie zrozumiał i zarówno my jak i ludzie, którym tłumaczymy, dochodzimy do wniosku, że wszystko jedno czy mówimy po polsku czy po angielsku.

Ja czytałem materiały równolegle w dwóch językach, w dwóch się uczyłem i przyszło to naturalnie. Nasi nowi koledzy wolą mieć wszystko po angielsku bo w tym języku będzie egzamin (może być po polsku ale nikt nie chce się uczyć dwa razy tego samego więc każdy poprzestaje na angielskim).

Ku mojemu zdziwieniu, koleżanki interesuje temat budowy samolotu, zasad lotu.

Co prawda wszystko jest w dużym uproszczeniu i są to podstawy jednak wydawało mi się, że najbardziej będzie to interesowało męską część (czyli całe 5 osób).



Sobota

Linie lotnicze nie znają pojęcia weekend.

To znaczy znają, wiedzą, że wtedy trzeba podnieść ceny biletów.

Loty odbywają się tak czy inaczej więc jest to dzień pracy jak każdy inny. Przyzwyczajają nas do tego już na szkoleniu. Na sobotę mamy zaplanowane zajęcia od 15:00 do 24:00 z technik przetrwania oraz ćwiczenia na basenie.

Jest czas żeby się wyspać więc w piątek, w moim pokoju jest kameralne piwko integracyjne.

O czeskich piwach można napisać kolejny post więc sobie to daruję. Jedno co powiem, to, to, że warto popróbować różnych gatunków oraz różnych browarów.

Idziemy na zajęcia, te są naprawdę fajne, instruktor pokazuje nam emergency equipment, mamy okazję nadmuchać kamizelki ratunkowe itp.

O 19:30 ruszamy busem na basen oddalony o jakieś 20 kilometrów od siedziby firmy.
Szybko się przebieramy i wskakujemy do wody.


Zajęcia na basenie składają się z dwóch części.
20130404-092722.jpg
Pierwsza to testy.

Zadania są dwa, przepłynąć 100 metrów w czasie poniżej 3 minut, kolejne zadanie to wyłowienie czarnego hantelka z dna basenu dopływając do niego pod wodą.

Większość przepłynęła dystans w wymaganym czasie, mi się udało zrobić setkę w 1:20 min.
Przyszła pora na wyławianie przedmiotu.
Jako, że najszybciej zrobiłem pierwsze ćwiczenia dostaję „bonus” w postaci dwukrotnie większego dystansu do przepłynięcia pod wodą.

Ok., mrs Petra, you’ll have 3 times bigger distance.

Z tym ćwiczeniem było trochę więcej problemów ale jakoś tam większości się udaje.

Druga część zajęć to ćwiczenia w kamizelkach.

Petra (instruktorka) rzuca mi zawiniątko, które po rozłożeniu staje się kamizelką.

Pompujcie i do wody.
20130404-093007.jpg

Syk rozprężonego gazu i szybko wskakujemy do wody żeby się ogrzać (gaz w kamizelce na początku jest dość chłodny i przez to life jackiet nie jest zbyt przyjemny w dotyku).

Trochę pływamy sami, później tworzymy koła i na końcu pływamy w wężykach.

That’s all for today.
O 23:00 jesteśmy w hostelu.

Szybka kolacja i ciepłe łóżko.



W niedzielę dają nam trochę odpocząć

Zajęcia mamy na 13:00 i tylko 4 godziny, do 17:00.
Dobrze, będzie czas żeby odetchnąć i pójść do kościoła (o ile ktoś praktykuje).
Na poniedziałek potrzebne nam są wypisy z czeskiego sądu, mamy zajęcia pt. Security.
W piątek papiery były jeszcze niedostępne więc czeka nas podróż na pocztę na 7:30 (godzina otwarcia) i później biegiem pod siedzibę konkurencji (CSA). 


Tymczasem wracam do nauki!
Chcę mieć wolne w weekend przed egzaminami (nie mamy wtedy zajęć) więc staram się uczyć na bieżąco.



Myślę, że takie opisy tydzień po tygodniu będą najwygodniejsze.
Mam nadzieję, że nie są zbyt nudne..
Jeśli chcielibyście poczytać dokładniej o zajęciach, czego się uczymy, jakieś ciekawostki itd. proszę o komentarz lub wiadomość
Dla mnie te zajęcia są ciekawe i mógłbym o nich napisać książkę ale jestem pasjonatem, pewnie nie wszystkich interesują aż takie szczegóły.

Postaram się też stworzyć kategorię „Anegdotki” z ciekawymi opowiastkami z życia pokładowego.

Reklamy