Miesiąc: Maj 2013

Mało czasu, mało wpisów.

Każdy kij ma dwa końce tak i teraz, jestem bardzo zadowolony z powodu natłoku działań lotniczych, z drugiej strony jednak, mam mało wolnego czasu.

Więcej dzieje się w małym lotnictwie więc od tego zacznę.
Po powrocie z Pragi czekała mnie niespodzianka.
Zmiana Instruktora na Panią Instruktor.

534691_307720042667778_869697609_n
Pewnego leniwego popołudnia, siedziałem przy symulatorze kiedy nagle zadzwonił telefon i dowiedziałem się, że nie będę już latał z Markiem. Może i dobrze, zawsze to urozmaicenie, poza tym z wielu instruktorów można wyciągnąć więcej wiedzy, wskazówek, każdy ma jakieś swoje smaczki i myślę, że jeśli nie jest się zahukanym przez społeczeństwo 16 latkiem i potrafi się w miarę swobodnie rozmawiać to warto przez cały okres szkolenia poznać kilku instruktorów i z różnymi ludźmi polatać.
Na pierwszy raz standardowo wykonaliśmy kilka kręgów, ćwiczyliśmy lądowanie z bocznym wiatrem (dość nienaturalna pozycja jeśli chodzi o podejście, samolot jest przechylony na jedną stronę do samego momentu przyziemienia) i polecieliśmy na „ślepaka”.

Czym jest ślepak latający wiedzą, nielatający nie, dlatego ten fragment ci pierwsi mogą pominąć.
Ślepak
jest to nic innego jak symulacja szeregu utrudnień jakie mogą spotkać człowieka, który zapragnął wejść na kilka tysięcy stóp i świat przesłoniły mu chmury.
Zaczyna się spokojnie, lecimy na przyrządy, zmiana kursu, latanie po trójkącie, po kwadratach, coś na kształt holdingu (tu już nie jest tak lekko, chodzi o to żeby robić zakręty o 180 stopni w ściśle określonym czasie, w ściśle określonym miejscu).
Później jest nieco gorzej ponieważ robimy to samo z dodatkiem wznoszenia oraz opadania a także bez kilku, istotnych jakby nie patrzeć (tym bardziej w locie w oparciu o instrumenty) przyrządów. Tracę je pojedynczo lub kilka na raz a specjalne okulary nie pozwalają mi sugerować się ani punktami na ziemi ani nawet horyzontem.
575589_322503514544075_1001227331_n

Po zakończeniu ślepaka przyszedł czas na egzamin, na którym także się czegoś nauczyłem (ruch płynów na odpowiednich półkulach) i doszedłem do etapu upragnionych tras kiedy to w końcu obejrzę coś niecoś więcej niż okolice Modlina.

 

Przed trasami
miałem jeszcze chwilkę na strefy samodzielne więc pokręciłem się nad pobliskim polem golfowym, obejrzałem z bliska balon SprintAira

2013-05-19 19.13.59
i poćwiczyłem sobie trochę ślizgi, zakręty z głębokim przechyleniem itp.

 

Byliśmy w Płocku.
Lotnisko w porządku, wszystko ładnie, poza rafinerią, która zbliża się bardzo szybko po odejściu z pasa 31. Postaram się zorganizować jakieś zdjęcia i utworzyć galerię z odwiedzonymi lotniskami na facebooku.
Wracając jednak, poza rafinerią lotnisko jest naprawdę przyjemne, zadbane i ogarnięte.
Lecąc z Modlina mamy szansę pooglądać Czerwińsk nad Wisłą (punkt Charlie) oraz Wyszogród i jego całkiem niemałe słupy wysokiego napięcia, na które lecąc za nisko można się natknąć co jest na pewno nieprzyjemnym doświadczeniem.
Chwilę później pokazuje nam się Płock, charakterystyczna (spora) łacha na Wiśle, przechodzimy na 122.8 i zgłaszamy swoje zamiary.
Niski przelot nad pasem, jak będzie ładnie to możemy spróbować wylądować.
Było nieźle, nie licząc kilku małych jeziorek na początku pasa (dzień wcześniej dość mocno padało, na tyle mocno, że w Radomiu samoloty miały dodatkowe wywietrzniki w szybach) dlatego po dwóch low-passach (niskich przelotach nad pasem) odchodzimy w kierunku Przasnysza.

I w Przasnyszu
mieliśmy miły odpoczynek na trawce pod skrzydłem naszej Alfy.

maj2013 253

Musieliśmy stamtąd szybko uciekać, Modlin miał się zamknąć za niecałą godzinę więc szybko lecimy z „długimi” checklistami, próba iskrowników, zajmujemy pas i lecimy do siebie.

W następnym wpisie pojawi się opis „sto pięćdziesiątki”, czyli najdłuższej trasy samodzielnej w całym szkoleniu do PPL(A).

Z latania na dużych samolotów zbyt wiele wieści nie ma ale są pozytywne.
Dostałem ostatnio na karcie Cabin Crew Student wpis
„ABLE TO PERFFORM CC DUTIES ON B737”
co oznacza, że zaliczyłem Type Rating i czekam na Line Check (prawie ten sam egzamin jak T/R, rozbudowany o czynności.. zwykłe, codzienne, na pokładzie i poza nim).
Mam nadzieję, że i to (L/CH) niebawem nadejdzie i będzie trochę więcej tego dużego latania, trzeba zacząć zbierać na budowanie nalotu i kolejne szkolenia 😉

Reklamy