Finally!

Małoloty

– To co, przylecisz po mnie?
– Zadzwonię wieczorem potwierdzić ale pewnie tak.

Niestety okazało się, że na EPGD (Gdańsk) nie będzie tego dnia paliwa co w połączeniu z kiepską pogodą skutkowało przełożeniem lotu na następny dzień.
Wieczorny telefon i umówiliśmy się z Lubą na następny dzień.
Pogoda nie powalała ale było milo.
Wpakowaliśmy się do samolotu, krótki briefing dla pasażerki i po chwili dotarliśmy do progu 08 w Modlinie. Jeszcze tylko chwila dla silnika, niech się wygrzeje. Wskazówka drgnęła w prawo a my zgłosiliśmy gotowość do startu.
TMA (rejon kontrolowany lotniska) trzyma nas poniżej 2000ft, po minięciu jego granicy skaczemy 1500ft wyżej i pozbywamy się w ten sposób turbulencji.
Z tej wysokości po chwili zaczynamy odbierać sygnał VOR GRU (radiolatarnia zlokalizowana w Grudziądzu). Ustawiamy się na radialu i możemy pooglądać widoczki z oknem.
Na tej wysokości mamy około 18 węzłów (wiatr) w ogon także docieramy do Grudziądza całkiem sprawnie.
Ustawiamy sobie radial od radiolatarni, kurs na żyrobusoli zgadza się z tym zapisanym na kartce podczas przygotowania do lotu. Teraz mamy chwilę na fotkę.

2014-02-27 19.31.15

Gdańsk wydał miły nam NOTAM (informację dla pilotów), robią jakieś prace na radarze w związku z czym znika TMA EPGD i pojawia się zamiast tego przestrzeń powietrzna klasy G co oznacza, że separujemy się sami, mamy więcej swobody. Nawiązujemy łączność z wieżą i wchodzimy w lewy krąg do pasa 29 by po kilku krótkich chwilach smagnąć kołami powierzchnię pasa. Na drodze kołowania już czeka Follow Me, prowadzi nas na stanowisko a po wyłączeniu silnika pyta czy bierzemy paliwo i od razu je zamawia.
Samolot zatankowany, paliwo opłacone, nieprzyjemności ciąg dalszy – idziemy zapłacić za lądowanie.
Trochę się pozmieniało w Gdańsku odkąd ostatnio tam byłem lotem GA (lotnictwo ogólne). Opłaty za lądowania uiszcza się teraz w terminalu, kawałek do przejścia jest… Na szczęście pojawia się pan ze Straży Granicznej i podrzuca nas i potem zabiera z powrotem. Składam plan lotu i idziemy do samolotu.

2014-02-27 15.15.41
Chcieliśmy zobaczyć półwysep i kawałek lecimy w jego stronę ale wlatując nad zatokę nie widzimy już nic, ani brzegu ani półwyspu. Wracamy i lecimy w stronę ujścia Wisły. Bałtyk żegna nas topiąc w swoich falach słońce.
Z każdą minutą lotu robi się coraz bardziej ciemno, teraz mamy wiatr czołowy, po drodze oglądaliśmy jeszcze mazurskie jeziora o zmierzchu, dolatując do Modlina jest już czarna noc dzięki czemu z dala widać reflektory oświetlające płytę postojową przed terminalem.
Wchodzimy w krąg do 08, w trzeci zakręt, Luba o coś pyta, ja odpowiadam, znowu szukam pasa i widzę, że… przetniemy jego oś za chwilę! Zaraz, stop, coś jest nie tak. Koledzy na SP-MAS zgłaszają się na prostej i w tym momencie zauważam ten „właściwy” pas, jest tam gdzie powinien być.
Przypomina mi się opowieść z zajęć ATPLa sprzed kilku dni.

Azja, kokpit ATR-a, ~2005r.
Doświadczony kapitan wiezie zarząd linii. Ma na swoim koncie wiele, wiele lądowań na lotnisku do którego właśnie podchodzą, kategoria ILS-a numer III co oznacza, że nie widzą prawie nic, widzialności są na styk z minimami. Autopilot płynnie zniża samolot po ścieżce, trzyma go w osi, nagle, jakieś 20 sekund przed przyziemieniem kapitan zauważa światła „pasa” pod kątem niemalże 90 stopni do ich kursu, rozpina autopilota i kręci do świateł!
Pierwszy oficer krzyczy do mikrofonu „my controls!” i odchodzi na drugie kółko.
Co ty odpier……?! – Krzyczy do kapitana
Nie wiem, myślałem, że tam jest pas… – Odpowiada zmieszany Cpt.
Okazało się, że w poprzek, przed pasem, znajduje się autostrada, oczywiście oświetlona…
Głupi błąd, zaufanie zmysłom a nie przyrządom, gdyby nie F/O łopatki śmigieł przemieliłyby pewnie kilka samochodów a ich samych by zbierali z barierek.

Telefony i SMSy.

Przyszła pora i na mnie, zasiedziałem się w biurze przez zimę.
Niestety w moim przypadku duże i małe latanie bardzo się łączą, stąd też żeby w ogóle nie zapomnieć jak wygląda samolot zgłosiłem swoją gotowość do pomocy w Smart Aero Service.
Poza doraźnymi rzeczami, których jest coraz więcej zająłem się SMS -em (Safety Management System).
Firma rozwija się prężnie, codziennie nowi klienci, coraz więcej obcokrajowców, przygotowanie do uruchomienia czarteru wymagało kilku ruchów w zakresie personelu. Przyszło dwóch nowych instruktorów, ja sam zająłem się wykładaniem teorii, zostały opracowane materiały w języku angielskim dla klientów zza granicy, kończymy przygotowywać distance learning PPL(A).
Jednak „góra” ciągle chce więcej (i dobrze!) i zrzuca nam kolejne projekty do zrealizowania.

aero-aviation-solution sms
Wracając jednak do SMS.
Po dwudniowym szkoleniu, uzbrojony w przesłanie „Nic nie jest bezpieczne!” czułem się całkiem dobrze przygotowany merytorycznie do pisania Podręcznika Zarządzania Bezpieczeństwem, ponad 20 różnych materiałów na pendrive też się przydało 😉
112 stron czeka na drobne poprawki stylistyczne i idzie do druku a potem do Urzędu Przeciw.. stfu! Lotnictwa Cywilnego.
Pisząc Plan Reagowania Awaryjnego zadzwonił telefon,
Chcesz szybko wrócić?
Jak Szybko?
Pojutrze.
Jasne!
Godzin później już dzwonili pytając czy mogę polecieć tego i tego dnia, mogłem.

WAW-BAH-WAW

Ledwo zaliczyłem pierwsze lądowanie w Warszawie (w tym sezonie) już czekał na mnie inny lot do przejęcia. Bahrajn, brzmi ciepło, biorę!

Wylatujemy rano z Polski, gdzie jest +3 stopnie a po południu lądujemy w Bahrajnie i czujemy przyjemne +25.
Z ciekawszych rzeczy z rejsu w tamtą stronę mogę powiedzieć, że to i owo mignęło na samolocie kiedy lecieliśmy nad… Krymem.

PREMIERA FILMU KRZYZ

Lecimy sobie spokojnie dalej, nic się nie dzieje, mechanicy sprawdzają w Bahrajnie czy to coś poważnego. Wszystko wygląda OK i  następna załoga jest już gotowa do lotu dalej, kierunek Kolombo, Sri Lanka.

Jednak wcześniej była okazja pooglądać góry z góry przez chmury gdzieś w okolicy  Kiğı/Bingöl w Turcji:

WAW-BAH-WAW 0032

I wybrzeże Morza Czarnego, Samsun:

2014-03-05 09.37.18

Oraz „przybrudzona” rzeka przed Bagdadem, okolice Mosulu.

brudna rzeka


Wracając do Bahrajnu.

My wsiadamy do taksówki i jedziemy do hotelu.
Po drodze mijamy całkiem ładne samochody (widać, że PKB 3 razy większe niż w Polsce ale i 2 razy mniejsze niż w ZEA), budynki, które 4 lata temu były dopiero na deskach kreślarskich u architektów zawiniętych w swoje Galabije albo ubranych w Szarawary.
We czterech bierzemy jeden domek, jest taras, duże łóżka, basen, jaquzie, czego więcej potrzeba? Może tylko czasu żeby się tym nacieszyć.

2014-03-05 15.45.18WAW-BAH-WAW 012

WAW-BAH-WAW 010

Kolacja w „bezpiecznej” włoskiej knajpce i znowu spanie, wylot o 0100… nie wiem którego czasu, UTC, lokalnego, polskiego. Tym razem się udało i wstałem na czas. Z naszej wielkiej, szklanej, trzypiętrowej ściany rozciąga się widok na oświetlone miasteczko.

2014-03-05 18.51.02

Nie ma czasu na oglądanie, pakujemy się do taksówki, szybka kontrola paszportów, ID, ok, czekamy aż otworzą nam gate. Samolot, pasażerowie, załoga, czekali tak jak i my, 15 minut na otwarcie jednych drzwi, które dzieliły nas od samolotu… Trochę bałagan ale w końcu zajmujemy miejsca, tankujemy i do góry. Powrót szybki, przyjemny i przed 0900 (czasu polskiego) jestem w domu.

2014-03-06 05.43.10 2014-03-06 05.31.04
Trzeba się wcześnie położyć, rano meldowanie o 0630… miało być ale (nie wchodząc w szczegóły) ciało zmusiło mnie do wykonania telefonu do planningu i w ten sposób pojawił się pierwszy wpis w moim grafiku S/OC (Sick on call). Aby do niedzielnego poranku wszystko było ok, jak będzie pojawią się zdjęcia z PFO (Pafos) czyli Cypru 🙂

A tymczasem wracam do SMSowania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s