End is new beginning

2014-08-12 10.28.33

Dawno mnie tu nie było, musiałem zerknąć którego dnia publikowałem ostatni post żeby wiedzieć gdzie skończyłem (i nagle poczułem wstyd i pogardę do siebie za ten paskudny brak wpisów) i do logbooka żeby wiedzieć gdzie byłem w tym czasie.

Od czasu ostatniego wpisu zdążyłem odwiedzić jeszcze Rodos, Bodrum, jakże egzotyczny Poznań, Zakyntos, Barcelonę, Majorkę i zakończyłem Korfu.
Zaraz, zakończyłem? A tak! W czerwcu dostałem ciekawą propozycję w innej firmie i po raz kolejny musiałem rozważyć wszelkie za i przeciw i co będzie lepsze dla mojej pędzącej szaleńczo niczym pierwszy parowóz kariery lotniczej.

 

Dwa i dwa to… a dwanaście razy tyle to będzie yyy… ok, to chyba już wiem.
Minął tydzień jaki miałem na zastanowienie, usiedliśmy, omówiliśmy, domówiliśmy i podpisaliśmy.
Mniej więcej w podobnej kolejności tylko odwrotnej (taka sama tylko inna) podszedłem do tematu od strony pracodawcy, który miał niebawem stać się moim eks-pracodawcą.
Szef bazy wypytał co i dlaczego, uścisk dłoni a kilka minut później aktualizacja grafiku i dłuuuugie memo, które w skrócie można ująć „nie dawać lotów, anulować wszystkie do końca miesiąca” i tak mój przedostatni lot na Korfu stał się ostatnim.

2014-07-13 15.58.12

I tak w najbliższej perspektywie widziałem głównie Cessnę jeżeli chodzi o latanie.
Czy to źle? Sam nie wiem, Cessna 152 a tuż obok 421C… może kiedyś 😉

Pracy jest sporo, staram się na bieżąco liczyć godziny i wychodzi ich… sporo, nie mam czasu się nudzić!

Specyfika pracy inna, znajomi i rodzina się cieszy bo jestem ciągle dostępny (pod telefonem) i już jak się umówię to się pojawiam osobiście zamiast MMSa mojego zacnego oblicza z podpisem „sorry… changes in schedule”. Poza tym już nie zwiedzam Polski tak jak kiedyś chociaż to nie do końca prawda. Nie zwiedzam jej z busa i nie przesiaduję w knajpkach większy miast za to czasami wybieram się z kimś pooglądać bardziej i mniej znajome okolice z powietrza.
Płynąłem we wzburzonych prądach powietrza pod Poznań, Krzesiny prezentują się bardzo ładnie ale my siadamy na kostkowym pasie w Żernikach. Tankujemy i wracamy, można się trochę napocić jeżeli nie chce się dać wyrwać turbulencji sterów z ręki. Jeszcze chwila pogawędki na 1500ft i już słyszymy SP-MAS zapraszam na Modlin Wieża 123.925. Witamy się z kontrolerem i prosimy o prostą do 08, udało się, proście a będzie wam dane jak mawiał znajomy Kapitan, który potrafi wyprosić o skrót przez pół Europy.

 

 

 

2014-07-19 19.34.20

Innego dnia zabieram się do Kętrzyna o zachodzie słońca, widoki ładne, samolot tym razem ślizga się gładko po niezmąconym powietrzu i po trochę ponad godzinie wygniatamy w trawie mazurskiego lotniska 3 równe pasy.
Wracając, jak zawsze czaruje nas oświetlenie pasa, szkoda, że tak krótko… po chwili już kręcimy backtrack (zawrócenie na pasie).

 

 

A w trakcie przygotowania do ATPLa

Przyszedł ten czas, trzeba zacząć się uczyć ale z czego… pierwszy dylemat, ok drugi, pierwszym było rozplanowanie zdawania tak żeby przedmioty rozłożyć w miarę równomiernie zarówno jeśli chodzi o ilość jak i o trudność, żeby wykorzystać wszystkie możliwe sesje i w razie czego (oby nie) podejścia do każdego przedmiotu.
Wiem, trochę to pokręcone, już tłumaczę.
Mamy do zdania 14 przedmiotów. Każdy przedmiot możemy zaliczać 4 razy (4 próba musi być udana). Wszystkie przedmioty trzeba zaliczyć w maksymalnie 6 sesjach, po chwili liczenia wychodzi nam, że najlepiej byłoby zdawać 2-3 przedmioty w sesji + poprawki z poprzednich podejść.
Sesja trwa 10 dni także można przyjść 1 dnia, zdać jeden przedmiot, przyjść po 4 dniach nauki i zdać następny, kolejne kilka dni i jeszcze jeden egzamin. Próg zaliczający, standardowe 75%.

Wracając do tego skąd się uczyć, mam książki firmy na J (dwa różne wydania elektroniczne i możliwość wypożyczenia wersji papierowej), dużo książek, duże tekstu, sporo obrazków. Co ważniejsze i bez czego jest bardzo ciężko zdać egzamin to baza pytań.
Kosztuje to około 150euro za roczną subskrypcję w trakcie, której mamy dostęp do aktualnej bazy zebranej przez daną firmę, uaktualnienia i… właśnie, zależy od firmy. Mój wybór padł na Aviation Exam z dwóch powodów. Posiadają dobrze opracowaną aplikację na urządzenia mobilne i komputery, każde pytanie jest „opracowane” tzn. mamy dostęp do czytelnego, prostego i konkretnego wyjaśnienia dlaczego ta odpowiedź a nie inna, mają zrobiony zbiór materiałów potrzebnych do zdawania testów (wszystko ładnie zebrane w PDF, drukujemy i nie martwimy się jak rysować ołówkiem po tablecie, gdy mamy korzystać z jakiegoś wykresu), mają chyba największą bazę pytań.

I zacząłem rozwiązywać kolejne zadania, jak mam chwilę wolnego (taaaak…) siadam i rozwiązuję testy z przedmiotów, które biorę na pierwszy ogień ( między innymi Planowanie lotu, Zasady lotu, Człowiek). Jeszcze trochę i będę gotowy na walkę w ULCu!

 

 

300

Zamiast komiksu Franka Millera lot o wschodzie słońca.
– Lecimy jutro rano, wstajemy o 0200
– O której?!
– Dobra, Ty o 0230 a ja przez pół godziny sobie wszystko przygotuję
– Ale czemu tak rano…?
– Zobaczysz

Wstaliśmy, zebraliśmy rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko, wskoczyliśmy na chwilę do biura, drukowanie pogody, przeliczenie trasy EPMO-EPRZ (Modlin-Rzeszów) z nowymi warunkami pogodowymi i po kilkunastu minutach byliśmy pod samolotem. Powietrze, mimo środka lata (koniec czerwca) było rześkie, bluza była jak najbardziej na miejscu.

Zgłaszamy na AFISie uruchomienie i kołujemy do pasa. Sprawny start, dość chłodno więc szybko idziemy do góry i trafiamy na… „wiaterek” 20kt (~36km/h) czołowy, wleczemy się kawałek ale przecież tak nie może być! Szybko podsłuchuję Warszawa Zbliżanie, cisza…
– Warszawa Informacja, Mike Alpha Sierra, przy Chopinie jest chyba pusto, możemy directem na Rzeszów?
– Chwilka… Tak, możecie, proszę bardzo. A jak pogoda?
– Trochę chmurek i wieje… czekamy z Panią Fotograf na wschód słońca
– Ah, to teraz będzie mniej pod wiatr a słońce zobaczycie za jakieś 15 minut, pozdrowienia dla Pani Fotograf
– Dziękuję!

Byliśmy jedyni na FISie (cóż, koło 0400 mało kto lata) więc pogawędki przez radio umilają czas.

A po obiecanych 15 minutach słońce zaczęło się wynurzać spomiędzy chmur.
– Warto było?
– Ojjj tak..!
Popijamy gorącą kawę, której aromat unoszący się w parze jest oświetlany przez pierwsze promienie tego dnia, przyjemne ciepło, niezapomniany widok.
Wschody i zachody słońca z wysokości są naprawdę magiczne, latając w czarterze miałem okazję oglądać je prawie codziennie i za każdym razem chętnie zatapiałem się w tej chwili trwającej kilkanaście minut, gdzie słońce wynurzało się z (najczęściej spod chmur) lub tonęło za horyzontem.

Po lądowaniu w Rzeszowie oglądam Iła stojącego niedaleko, czekam na paliwo i na kogoś z biura żeby podbił pieczątkę.
Jest to mój przelot „300NM” wymagany do licencji zawodowej stąd warto mieć potwierdzenie odwiedzenia lotniska innego niż lotnisko startu (w popularnie zwanej „trzysetce” trzeba odwiedzić dwa takie lotniska).

W drodze do Kielc moja pasażerka jest już trochę zmęczona i zaczyna drzemać akurat w momencie przebijania się przez przelotne opady. Samolot się umył a my już się zgłaszamy na 122,200 i po chwili jesteśmy na ziemi. Kolejna pieczątka, odbieramy przy okazji przesyłkę firmową, sprawdzamy paliwo i lecimy dalej.

W Modlinie jesteśmy około 12:00, trochę zmęczeni ale wczesne lub bardzo późne latanie jest przyjemne, cisza, spokój i można dostać bonusy w postaci skrótów lub modyfikacji trasy.

 

2014-05-21 20.23.07

Nocny lot

Innego dnia wychodząc z pracy, zamykam hangar w ostatnich ciepłych falach słońca chowającego się za wieżą, telefon. Mam lot, wylot koło 22:00 z Modlina, lecisz?
Jasne! Pomagam ogarnąć to co mogę.
Przygotowuję mapki, zamawiam paliwo, ustalamy kto nas odbierze na ziemi, kolega planuje trasę i liczy paliwo. Wszystko gotowe, cysterna już czeka, wyciągamy samolot, pakujemy ostatnie rzeczy i lecimy.
Samolot bardzo przyjemny, cichy, szybki, całkiem wysoko się wspina w porównaniu do C152.
Po trasie mijamy trochę chmur ale udaje się je wziąć górą, księżyc jak zawsze maluje piękne kolory i cienie, chmury wyglądają jak wielkie obłoki stali leniwie płynącej nad ziemią. Srebrzysta poświata wyostrza krawędzie chmur przez co nie wyglądają jak miłe, białe baranki tylko jak ostre skalne występy. Niestety tej próby aparat nie wytrzymał więc szybko go chowam i delektuję się cichym mruczeniem silników i widokami.
Koło 03:00 wychodzimy z lotniska, zmęczeni ale uśmiechnięci, w jakiej innej pracy moglibyśmy odwiedzić w kilka godzin parę miast Europy i pooglądać jej dużą część z wysokości kilku kilometrów?

 

Day after day

 

2014-06-11 04.49.17

Kolejny pogodny poranek (05:00) na lotnisku.

I kolejny ciekawy dzień! Latamy? Latamy! Przegląd, paliwo, planowanie, telefon na briefing i do góry.
Jednego dnia Przasnysz, innego Góraszka.
Ładna pogoda, kilka chmurek dookoła, których można się pokręcić, wspomnienia wielu pikników lotniczych. Może nie jest tak ciepło jak w Grecji, na Cyprze czy w ogóle gdzieś bardziej na południu ale za to można samemu chwycić za stery, wziąć odpowiedzialność za lot, poczuć jak marzenia i pasja a nie praca unoszą do góry 🙂
Poniżej kolejno: Przasnysz, startujący z Modlina 737 RYR  i Góraszka.
DSC03663

DSC03553

DSC03689

 

2014-06-29 17.03.10

Mamy czasami starszych gości w hangarze.

 

 

2014-06-21 18.04.17

Miałem też okazję pokazać kolejnemu pilotowi „wirtualnemu” jak wygląda latanie na małych acz realnych maszynach.

Trasa na początek łatwa, po Wiśle. Pokazuję wszystkie przyrządy, mówię jak działają stery i mogę spokojnie wziąć w ręce aparat i zrobić kilka zdjęć.

Jedyne co mi zostało w tym locie to „siedzieć na radiu” i wylądować w Modlinie, zamiast kręcenia się nad punktem, celem przepuszczenia Ryana, wydłużamy krąg i lądujemy.

 

 

 

1j3ewl

Samoloty zalane, sprawdzone, wszystko na jutro gotowe, jeszcze tylko obowiązkowe ćwiczenia przy użyciu drzwi od hangaru i mogę jechać.
Wracam do domu do testów (ATPL), papierków (Smart) i Flight Radara, muszę wyśledzić kilka samolotów 😉
Jutro pogoda ma być kiepska ale zobaczymy co z tego wyjdzie, a pojutrze wycieczka do Mediolanu, w końcu polecę jako pasażera z Modlina.

gs

Reklamy